Magda czytała je z Kacprem przez całą noc.
„Magda, jeśli mnie nienawidzisz, napisz tylko jedno zdanie. Żebym wiedział, że żyjesz naprawdę, a nie tylko w mojej głowie.”
„Kacper, jeśli odszedłeś, powiedz mi to sam. Nie przez moją matkę. Nie przez kartkę. Ja nie wierzę, że byłeś taki.”
„Magda, śniło mi się dziecko. Nie wiem, dlaczego ci to piszę.”
Przy tym zdaniu Kacper odłożył list i rozpłakał się jak człowiek, któremu już nie zostało nic do ukrycia.
Magda objęła go wtedy pierwszy raz od trzynastu lat.
Nie pocałowali się.
Tylko trwali tak długo, z czołami opartymi o siebie, pozwalając, by żałoba, której nikt im nie uznał, wreszcie dostała miejsce.
Wyrok w sprawie Elżbiety nie był teatralny, ale był jasny. Potwierdzono fałszerstwa i bezprawne działania przy zatajeniu informacji przed Magdą i Kacprem. Elżbieta otrzymała wyrok w zawieszeniu ze względu na wiek i stan zdrowia, wysoką grzywnę, obowiązek zadośćuczynienia oraz zakaz kontaktu z Hanią bez zgody sądu i opiekunów. Najważniejsze jednak było coś innego: oficjalnie uznano, że Magda i Kacper nie porzucili córki.
Hania była obecna tylko przy końcowym spotkaniu z psychologiem sądowym. Nie chcieli wciągać jej w szczegóły dorosłego okrucieństwa. Ale kiedy dowiedziała się, że istnieje dokument potwierdzający, że nie została oddana z niechęci, długo siedziała w ciszy.
Potem zapytała Magdę:
„Czy mogę zobaczyć, jak wyglądałaś wtedy? Po moim urodzeniu?”
Magda przyniosła jedyne zdjęcie z tamtego okresu. Blada, wychudzona dziewiętnastolatka na tle szpitalnego okna, z pustym spojrzeniem i rękami złożonymi na brzuchu.
Hania dotknęła fotografii.
„Wyglądasz, jakby ktoś cię okradł.”
Magda nie potrafiła odpowiedzieć.
Dziewczynka podeszła wtedy do niej i objęła ją niezgrabnie ramionami.
Nie powiedziała „mamo”.
Ale pierwszy raz sama ją przytuliła.