Jego głos uderzył ją bardziej niż krzyk. Przez trzynaście lat wyobrażała sobie tę rozmowę. Wyobrażała sobie wyrzuty, płacz, może nawet policzek. Nie wyobraziła sobie tego zdumienia na jego twarzy.
„Zniknąłeś,” powiedziała. „Zostawiłeś mnie na schodach hotelu. Bez słowa. Bez pożegnania. Następnego dnia twoje mieszkanie było puste.”
Kacper zrobił krok w jej stronę.
„Magda, ja dostałem twój list.”
Zamarła.
„Jaki list?”
Wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza złożoną kartkę, pożółkłą na zgięciach. Trzymał ją tak ostrożnie, jak trzyma się coś, co zraniło człowieka tak dawno, że stało się częścią kości.
Położył ją na stoliku.
Magda nie chciała patrzeć. A jednak spojrzała.
„Kacper, to koniec. Nie szukaj mnie. Nie chcę życia z chłopakiem, który nie ma nic poza marzeniami. To, co się stało między nami, było błędem. Dziecko nie jest twoje.”
Pod spodem widniał podpis.
Magdalena.
Nie „Magda”. Nie tak, jak podpisywała się do niego. Nigdy tak.
Świat zaczął jej się oddalać.