To wystarczyło, by Magda płakała później przez godzinę w łazience, tym razem z wdzięczności.
Relacja z Anną była najtrudniejsza. Magda nie mogła jej nienawidzić bez ranienia Hani. Nie mogła też udawać, że wszystko jest w porządku. Anna przyjęła winę bez obrony. Zgodziła się na terapię rodzinną, na ustalenia sądu, na powolne wprowadzanie Magdy i Kacpra w życie dziewczynki. Powtarzała tylko:
„Nie chcę jej stracić.”
Magda odpowiedziała kiedyś:
„Ja już ją straciłam raz. Nie zrobię jej tego drugi raz, nawet jeśli przez ciebie.”
Anna rozpłakała się wtedy, ale nie zaprotestowała.
Po roku Hania spędzała z Magdą i Kacprem co drugi weekend. Potem część wakacji. Potem święta dzielone tak ostrożnie, jakby wszyscy nieśli porcelanę po schodach. Nie było idealnie. Były kłótnie, pytania, zazdrość, nocne płacze, milczenia Hani, gdy nagle przypominała sobie, że całe jej dzieciństwo oparto na przemilczeniu. Ale była prawda. A prawda, choć boli, nie przesuwa ścian, kiedy dziecko śpi.
Magda i Kacper też nie pobiegli od razu do szczęśliwego zakończenia.
Za dużo lat stało między nimi.
Za dużo listów.
Za dużo pogrzebanej młodości.
Spotykali się najpierw jako rodzice. Potem jako przyjaciele. Potem któregoś wieczoru, gdy odwozili Hanię do Anny, zostali sami na parkingu pod blokiem. Padał śnieg. Kacper odgarnął płatek z włosów Magdy i cofnął rękę, jakby przepraszał.
„Przez trzynaście lat myślałem, że gdybym cię spotkał, zapytałbym tylko: dlaczego?”
Magda spojrzała na niego.
„A teraz?”
„Teraz boję się zapytać: czy możemy jeszcze?”
Magda poczuła, jak serce pęka jej w miejscu, które już nie powinno było działać.
„Nie wiem,” powiedziała szczerze. „Ale pierwszy raz od lat nie chcę uciekać przed odpowiedzią.”
Pocałowali się dopiero kilka miesięcy później.
Nie pod fajerwerkami. Nie przy muzyce. W kuchni Kacpra, po tym jak Hania zasnęła na kanapie po całym dniu malowania drewnianych figurek. Magda zmywała kubki, Kacper wycierał blat. Ich dłonie spotkały się przy mokrej ściereczce i nagle wszystko, czego nie powiedzieli przez trzynaście lat, znalazło jedną prostą drogę.
Pocałunek był cichy.
Dojrzały.
Pełen straty, ale nie przegranej.