Może Marc zamknął okiennice, żeby mogła odpocząć.
Może istniało inne, proste wytłumaczenie.
Wtedy pojawiła się Madame Célestine.
Mieszkała tuż po drugiej stronie ulicy, drobna, owdowiała kobieta z siwymi włosami zawsze spiętymi w kok, typ sąsiadki, która wie, kto jest chory, kto otrzymał pocztę i kto zapomniał wynieść śmieci.
Ale tego wieczoru nie sprawiała wrażenia wścibskiej sąsiadki.
Bała się.
Przebiegła przez ulicę niemal biegiem, złapała mnie za nadgarstek i powiedziała tak cicho, że w pierwszej chwili pomyślałam, że jej nie słyszę.
„Proszę nie wchodzić”.
Zmarszczyłam brwi.
„Madame Célestine, co się dzieje? Czy Marc jest tutaj? Czy jest zajęty…”
Madeleine?
Pokręciła głową tak szybko, że jej kok się rozsypał.
„Madeleine nie ma, Hélène. Pięć dni temu wyjechała do Dijon, żeby zamieszkać z siostrą”.
Poczułam nagłą pustkę w żołądku.
„Nie… to niemożliwe. Marc powiedział mi, że jest chora. Że ma gorączkę. Powiedział, że lekarz podejrzewa zapalenie płuc”.
Madame Célestine ścisnęła moją dłoń mocniej.