Potem wypowiedziała słowa, które odebrały mi mowę:
„Twój mąż przyjechał tu z inną kobietą. A ta kobieta nie czuła się swobodnie”.
Nie zdążyłam nawet odpowiedzieć.
Dwa radiowozy zawróciły na końcu ulicy i zatrzymały się przed domem.
Léo złapał mnie za nogi.
Byłam kompletnie oszołomiona.
Dowódca żandarmerii kazał mi się odsunąć z dzieckiem. Powiedział, że to dla naszego bezpieczeństwa. Powiedział, że będę musiała z nim później porozmawiać.
Z małych schodków Madame Célestine zobaczyłam żandarmów otaczających dom.
Widziałam, jak jeden z nich puka do drzwi.
Potem inny wtargnął do środka.
Widziałam, jak ich twarze zmieniają się w chwili, gdy weszli.
A kiedy próbowałam zdecydować, czy to wszystko to tylko potworny błąd, czy początek czegoś jeszcze gorszego, Madame Célestine opowiedziała mi, co słyszała poprzedniego dnia.
Krzyki kobiety.
Gwałtowną kłótnię.
Głuche uderzenie.
Potem ciszę.
A tego ranka widziała Marca niosącego coś dużego i ciężkiego w kierunku bagażnika swojego samochodu.
Wciąż nienawidzę siebie za to, że pamiętam swoją pierwszą myśl.
Nie brzmiała:
„Co on zrobił?”
Była:
„Musi być jakieś wytłumaczenie”.
Tak właśnie rozpada się miłość.