Strach, bo jakaś jej część wciąż wierzy, że mogę wybrać złą stronę.
„Zrobiła ci to?” pytam.
Usta Elise drżą.
Ale zanim zdąży odpowiedzieć, Berthe natychmiast wtrąca:
„Ostatnio jest bardzo emocjonalna. Wiesz, jak niektóre kobiety zachowują się na tym etapie ciąży. Powiedziała, że czuje się brudna i nalegała, żeby się umyć. Próbowałam ją uspokoić”.
Powoli wstaję.
Kiedy w końcu się odwracam, Berthe cofa się o krok.
Nie jest przyzwyczajona do bycia badaną. Od miesięcy krąży po moim domu z wyniosłą pewnością siebie osoby polecanej przez odpowiednie kręgi, pod odpowiednim adresem, pod odpowiednim imieniem wypowiadanym przy stole wśród „szanowanych” ludzi.
„Próbowałaś ją uspokoić?” powtórzyłam.
„Tak.”
„Mówiąc jej, że jest obrzydliwa?”
„Źle zinterpretowała mój ton.”
„Mówiąc jej, że nikt nie uwierzy sierocie?”
Wyraz twarzy Berthe się zmienił.
Nieznacznie.
Kącik jej ust się zacisnął. Mrugnięcie, które było zbyt wolne.
Ale to wystarczyło.
Bo nigdy nie wyobrażała sobie, że usłyszy te słowa w mojej obecności.
Pauline wróciła z kocem i uklękła obok Élise, żeby położyć go jej na ramionach. Jej ręce drżały. Moja mama przyszła z ręcznikiem i miską czystej wody, ale nie śmiała już na mnie spojrzeć. Pomogłam Élise wstać, a kiedy się skrzywiła, w końcu dostrzegłam ciemne ślady na jej kolanach.
Zwróciłam wtedy wzrok na mamę.
„Jak długo to trwa?”
Nie odpowiada.
„Od jak dawna to się dzieje w moim domu?”
Berthe podchodzi bliżej, teraz bardziej zdenerwowana.
„Twoja mama wie, że nic nie zrobiłam”.
„Próbuję pomóc twojej żonie się zaadaptować. Jest krucha, Julien. Potrzebuje porządku. Dyscypliny. Wyobraża sobie rzeczy…”
„Nie wymawiaj więcej mojego imienia”.