Mój własny głos brzmi obco.
Lodowo.
Ostro.
Elise kurczowo przytula się do koca i instynktownie pochyla się w stronę Pauline, jakby miała upaść, gdyby straciła kontakt z człowiekiem, który by jej nie skrzywdził. Jej skóra na ramionach jest czerwona, a ja dostrzegam starcze ślady w pobliżu nadgarstka.
Ten widok uderza mnie jak cios w brzuch.
To nie jest zwykłe popołudnie.
To system.
„Pauline” – mówię – „zabierz Elise na górę. Nalej jej kąpieli, jeśli będzie wystarczająco silna. Zostań z nią. Nie zostawiaj jej samej”.
Pauline natychmiast kiwa głową.
Moja matka wyciąga rękę do Elise, może z poczucia winy, może odruchowo, może po prostu na pokaz. Ale Elise cofa się tak gwałtownie, że prawie się potyka.
Gest jest drobny.
Ale niezaprzeczalny.
Moja matka pozostaje nieruchoma, z ręką zawieszoną w powietrzu, i po raz pierwszy widzę na jej twarzy coś w rodzaju wstydu.
To mój drugi szok tego dnia.
Nie tylko to, że Berthe była okrutna.
Ale to, że moja żona też boi się mojej matki.
Kiedy Pauline i Elise znikają na dole, wyłączam telewizor.
Następująca po tym cisza jest bezlitosna.
„Chcę prawdy” – mówię.
Berthe zaciska dłonie przed fartuchem.
„Prawda jest taka, że twoja żona jest niestabilna emocjonalnie”.
Wybuchnąłem gorzkim śmiechem.
„Nie”. Prawdą jest, że wróciłem do domu i zastałem kobietę w siódmym miesiącu ciąży klęczącą na podłodze, pocierającą podrażnioną skórę, podczas gdy ty siedziałeś na moim krześle i ją upokarzałeś.
„Potrzebowała dyscypliny”.
Patrzę na nią.
Potem patrzę na matkę.
I wtedy to widzę.