Wojna o sukcesję hiszpańską, która wybuchła tuż po jego śmierci, pochłonęła miliony istnień ludzkich. Cała Europa została spustoszona tylko dlatego, że ten jeden człowiek nie miał następcy. Gorzką ironią historii jest to, że najdrobniejsze szczegóły biologiczne – takie jak jakość plemnika czy kształt szczęki – mogą wpłynąć na bieg historii świata bardziej niż całe armie. Karol II pozostawił po sobie pustkę, którą wypełnili Burbonowie, a Hiszpania utraciła globalną supremację. Imperium, nad którym słońce nigdy nie zachodziło, doczekało się ostatecznego zachodu słońca w sypialni kalekiego króla.
Co pozostało po Karolu II do dziś? Z pewnością portrety Velázqueza i innych malarzy dworskich, które pomimo wszelkich pochlebstw nie mogły całkowicie ukryć prawdy. Widzimy smutne spojrzenie, bladą skórę, usta niezdolne do całkowitego zamknięcia. Widzimy człowieka uwięzionego we własnej egzystencji. Ale widzimy też ostrzeżenie. W czasach, gdy mówimy o edycji genów i projektowaniu dzieci, Karol II przypomina nam, co się dzieje, gdy próbujemy nagiąć biologię do naszej woli politycznej lub społecznej. Natury nie da się oszukać. Śledzi każdy błąd, każde wykroczenie i w końcu to ona wystawia rachunek.