Karol II nie został zaczarowany, jak wierzyli ludzie. Padł ofiarą dynastycznej obsesji na punkcie „czystej krwi”. Był fizycznym pomnikiem genetycznego samobójstwa rodziny, która zignorowała prawa biologii, by utrzymać się przy władzy. Kiedy w listopadzie 1700 roku przestało bić jego maleńkie, niczym ziarnko pieprzu serce, zakończyło to nie tylko życie cierpiącego człowieka, ale całą epokę. Natura cierpliwie czekała, ale w końcu zażądała tego, co jej się należało, zamykając na zawsze rachubę Habsburgów w Hiszpanii. Los Karola II pozostaje dobitnym przypomnieniem, że żadne imperium, jakkolwiek potężne, nie stoi ponad fundamentalnymi prawami życia.
1 listopada 1700 roku. Pałac Królewski w Madrycie tchnął ciężkim, słodkawym zapachem gnijącego mięsa, zmieszanym z ostrym aromatem kadzidła i oparami setek płonących świec. Pośród tej przytłaczającej scenerii, głęboko w królewskich komnatach, leżał człowiek, którego samo istnienie było zarówno biologiczną zagadką, jak i dynastycznym koszmarem. Karol II Habsburg, ostatni hiszpański król z jego rodu, walczył z każdym płytkim oddechem z losem, który został mu dany w kołysce w chwili poczęcia. Miał zaledwie 39 lat, a jednak postać wyłaniająca się spod ciężkich koców przypominała bardziej starożytną, rozkładającą się mumię niż władcę w sile wieku. Jego skóra była pergaminowa, rozciągnięta na kościach pokrytych bliznami po krzywicy, a kończyny zdeformowane nie do poznania przez monstrualne zaleganie płynów.
Na korytarzach dworzanie szeptali o klątwach i czarnej magii. Nazywano go „El Hechizado”, Zaczarowanym, ponieważ nikt nie potrafił wyjaśnić, jak istota ludzka może być obciążona tak wielkim nieszczęściem i ułomnościami fizycznymi bez udziału sił demonicznych. Prawda jednak była o wiele bardziej bluźniercza, a jednocześnie bardziej makabryczna niż jakiekolwiek zaklęcie czarownicy. Prawda leżała w galeriach portretów przodków, w twarzach o wystających szczękach i opadających wargach, które z pokolenia na pokolenie stawały się coraz bardziej podobne. Karol był końcowym efektem trwającej od wieków polityki biologicznego chowu wsobnego, w ramach której Habsburgowie starali się zachować czystość krwi bogów, tylko po to, by w końcu uwarzyć zupę defektów genetycznych.