Historia Karla to historia rozkładu, ale także ludzkiej woli przetrwania. Fakt, że dożył prawie 40 lat, jest prawdziwą sensacją. Każda inna istota żywa z takimi defektami umarłaby w ciągu kilku godzin od urodzenia. Jednak machina monarchii sztucznie utrzymywała go przy życiu. Karmiono go, ubierano i noszono. Był centralnym punktem globalnego systemu, który nie chciał przyznać, że jego centrum gnije. Kiedy umarł, było to tak, jakby zawaliła się wspaniała fasada, odsłaniając ruiny pod spodem.
Autopsja była ostatecznym aktem upokorzenia, ale także pierwszym aktem prawdy. Po raz pierwszy Karol został ujrzany nie jako król, lecz jako obiekt biologiczny. Lekarze, którzy go przeprowadzili, byli świadkami porażki własnej sztuki i porażki swoich mistrzów. Udokumentowali cud brzydoty i bólu. A gdy dzwony Madrytu zabrzmiały, ogłaszając śmierć władcy, uczeni zaczęli już rozumieć, że nastała nowa era. Era, w której trzeba będzie bardziej polegać na rozumie, a mniej na szlachetnej krwi.
W mrocznych korytarzach Escorialu, gdzie został pochowany, Karol II spoczywa teraz obok swoich przodków. Jego sarkofag jest równie wspaniały jak pozostałe, ale jego historia jest wyjątkowa. To król, który nauczył nas, że sama krew nie wystarczy, by zburzyć imperium. Był żywym dowodem na to, że największe zagrożenia dla dynastii pochodzą nie z zewnątrz, ale z wewnątrz. Jego życie było koszmarem, śmierć wyzwoleniem, a dziedzictwo przestrogą dla wszystkich, którzy uważają, że stoją ponad prawami życia. Serce Pieprzowe przestało bić, ale lekcje jego cierpienia wciąż rezonują.