Karol II nie był jedynie zmarłym władcą; samo jego istnienie uważano za nienaturalne, a może nawet nadprzyrodzone. Jego cierpienia i deformacje przypisywano czarom, opętaniu przez demony i czarnej magii. W związku z tym zarządzono sekcję zwłok, co było nietypowe dla monarchy. Królewscy lekarze przygotowali instrumenty, pod przewodnictwem Mateo de la Higuery, osobistego lekarza króla. Podeszli do ciała z mieszaniną naukowej ciekawości i czystego przerażenia. Podejrzewali, że to, co kryje się pod królewskimi szatami, będzie niezwykłe, ale nie mieli pojęcia, jak bardzo się pomylili.
To, co odkryli lekarze po otwarciu ciała Karola II, stało się jednym z najbardziej szokujących dokumentów medycznych w historii Europy. Brzmiało jak katalog biologicznych koszmarów, których żadne ludzkie ciało nie powinno zawierać, a co dopiero przetrwać prawie 40 lat. Raport z sekcji zwłok ujawnił nie chorego króla, ale chodzącą medyczną niemożliwość. Karol II był końcowym efektem dwóch wieków systematycznego chowu wsobnego. Habsburgowie uważali, że ich krew jest zbyt cenna, by mieszać się z obcymi, więc żenili się w obrębie rodziny – z kuzynami, siostrzenicami, wujami, raz po raz. Jego drzewo genealogiczne nie rozgałęziało się; zapadło się w sobie jak umierająca gwiazda.
Podczas badania klatki piersiowej lekarze dokonali odkrycia, które wydawało się biologicznie niemożliwe: jego serce było maleńkie, niewiele większe od ziarenka pieprzu. Normalne serce ma wielkość pięści i niestrudzenie pompuje krew przez całe ciało. Serce Karla było jednak całkowicie niedorozwinięte, wiotkie i pozbawione napięcia mięśniowego. To, że ten maleńki narząd utrzymywał go przy życiu przez 39 lat, graniczyło z cudem. To wyjaśniało jego ciągłe zmęczenie, duszność i niezdolność do poruszania się bez pomocy. Jego ciało dosłownie głodowało z każdym oddechem, ponieważ serce nie było w stanie skutecznie transportować tlenu.