Szanowany w regionie.
Były oficer żandarmerii.
Dyskretny doradca kilku prominentnych osobistości z Lyonu.
Przyjaciel wybranych urzędników, zapraszany na kolacje, odznaczony w Dniu Bastylii.
W tle zdjęcia, lekko rozmazany, w odbiciu witryny sklepowej pojawił się mój ojciec.
Robił im zdjęcie.
Na odwrocie, ręką mojego ojca, widniał napis:
„Jeśli umrę, Claire nie będzie winna. Szukajcie Delorme. Szukajcie René”.
Kaseta została odsłuchana tego samego wieczoru.
Słychać było głos mojego ojca.
Zmęczony.
Ale stanowczy.
„Jutro przekażę akta sędziemu śledczemu. Nie będę już ukrywał prania pieniędzy, sfałszowanych kontraktów ani gróźb. René, jeśli tego słuchasz, wiedz, że dałem ci ostatnią szansę. Nie zbliżaj się więcej do Claire ani do dzieci”.
Potem kolejny głos.
René.
„Nic nie rozumiesz, Henri. Ci ludzie nie upadają. Inni upadają na ich miejsce”.
Moja matka uciekła przed gilotyną o 18:37.