„Co powiedziałeś, dzieciaku?”
Lucas odwrócił się do nas przerażony.
Mój wujek René położył mu rękę na ramieniu.
„Lucas, przestań. To nie czas na zmyślanie”.
Lucas cofnął się, jakby właśnie dotknął ognia.
„Nie dotykaj mnie”.
W pomieszczeniu zrobiło się zimno.
Naczelnik, siwowłosy mężczyzna o surowym spojrzeniu, podszedł.
„Powtórz, co właśnie powiedziałaś”.
Lucas wybuchnął płaczem.
„Widziałem… Widziałem tego, który schował nóż pod łóżkiem mamy”.
Naczelnik uniósł rękę.
„Nikt stąd nie wychodzi”.
Mój wujek René zbladł.
Spojrzał na drzwi.
Tylko jedno spojrzenie.
„Ale ja go widziałam”.
„Moja mama też”.
„Lucasie” – powiedziała cicho – „spójrz na mnie”.
Mój brat otarł policzki rękawem.
„Powiedz prawdę, kochanie”.
Lucas powoli uniósł rękę.
Wycelował palcem w mojego wujka.
„To on”.
René zaśmiał się krótko i sucho.
„Daj spokój… ten chłopak to jeszcze dziecko. Nawet nie wie, o czym mówi”.
Ale Lucas krzyknął:
„Widziałem cię! Miałaś krew na koszuli! Mówiłaś, że jak się odezwę, to pogrzebiesz też Elise!”
Moje imię padło na środek pokoju widzeń niczym rozbite szkło.