„Nie mogłem od razu ruszyć naprzód”.
Lucas natomiast pobiegł.
Strażnik gestem dał mu znak, żeby go zatrzymać, ale dyrektor więzienia uniósł rękę.
„Puść go”.
Lucas rzucił się na moją matkę.
Pochyliła się tak daleko, jak pozwalały jej łańcuchy, i przytuliła go mocno, jakby chciała wziąć go do piersi i zabrać ze sobą.
„Wybacz mi, że nie mogłam patrzeć, jak dorastasz, kochanie”.
Lucas płakał cicho.
Mama pocałowała go w czoło.
„Bądź dobra dla swojej siostry. Słuchaj jej”. Cierpiała bardziej, niż dawała po sobie poznać.
Te słowa przeszyły mnie do szpiku kości.
Bo wciąż mnie broniła.
Nawet tamtego ranka.
Nawet po sześciu latach mojego milczenia.
Nawet po moich wątpliwościach.
Wtedy Lucas podniósł na nią wzrok.
Jego usta zadrżały.
Nachylił się do jej ucha.
I wyszeptał:
„Mamo… wiem, kto schował nóż pod twoim łóżkiem”.
Mama zamarła.
Jej twarz zbladła.
Kierownik podszedł bliżej.