„Lucasie” – powiedziała cicho – „powiedz wszystko”.
Mój brat spojrzał na dyrektora, potem na mnie, a potem na moją matkę.
„Nie zabiją cię, prawda?”
Nikt nie odpowiedział.
Ta cisza była bardziej bolesna niż policzek.
Mama oparła czoło o czoło Lucasa.
„Powiedz prawdę, kochanie. Nawet jeśli głos ci drży, powiedz ją”.
Lucas z trudem oddychał.
„Tej nocy słyszałem krzyk taty. Zszedłem na dół. Leżał na podłodze w kuchni. Był tam wujek René”. Na jego koszuli była krew. Mamy nie było.
René pokręcił głową.
„Absurd”.
„Bądź cicho” – rozkazał dyrektor.
Lucas kontynuował:
„Zobaczył mnie. Kazał mi wrócić na górę. Ale zostałem na schodach. Potem zobaczyłem, jak idzie do pokoju mamy. Miał nóż owinięty w szmatę. Włożył go pod łóżko”.
Poczułem, jak słabną mi nogi.
Kuchnia.
Schody.
Sypialnia.
Zobaczyłem to wszystko jeszcze raz.
Białe płytki poplamione krwią.