„Nasze pieniądze?” – powtórzyłaś. „Ciekawe zdanie mężczyzny, który kupił za nie biżuterię swojej sekretarki”.
Twarz Sofii zbladła.
Mateo złapał cię za łokieć.
W chwili, gdy jego palce cię dotknęły, gwałtownie się odsunęłaś i podniosłaś głos.
„Nie dotykaj mnie”.
Kilka osób się odwróciło.
Ochroniarz stojący przy taśmie bagażowej spojrzał w twoją stronę.
Mateo natychmiast cię puścił.
Wróciłaś do rozmowy.
„Tak” – powiedziałaś do telefonu. „Chciałabym otrzymać pisemne potwierdzenie e-mailem”.
Mateo stał tam, ciężko dysząc, a całe jego ciało wibrowało z wściekłości, której nie mógł okazywać publicznie. To była jedna rzecz, na której zawsze mu zależało: wizerunek. Zdałaś sobie wtedy sprawę, że spędziłaś lata w związku małżeńskim z mężczyzną, który nie chciał być dobry. Chciał tylko dobrze wyglądać.
Sofia wyszeptała: „Mateo, powinniśmy iść”.
Odwróciłaś się do niej.
„Nie” – powiedziałaś. „Powinnaś zostać. Myślę, że będziesz chciała usłyszeć, co będzie dalej”.
Jej oczy wypełniły się czymś w rodzaju strachu.
Miesiącami przechadzała się po imprezach biurowych z pewnością siebie kobiety, która myśli, że wygrała. Zbyt długo dotykała jego ramienia. Śmiała się zbyt głośno z jego żartów. Patrzyła na ciebie z litością ukrytą pod płaszczykiem uprzejmości.
Teraz wyglądała dokładnie tak, jak wyglądała.
Blokada.
Twój telefon zawibrował, informując o przychodzącym e-mailu od Rachel. Zawierał numer Dany Whitmore i jedną linijkę: Zadzwoń do niej teraz.
No i tak zrobiłaś.
Dana odpowiedziała, jakby spodziewała się wojny.
„Elena Hayes?”