Nazywała się Patricia Lang i miała głos, który sprawiał, że ludzie się prostowali.
„Pani Hayes” – powiedziała – „rozumiem, że może chodzić o sprawę osobistą, która dotyczy pani męża i jednego z naszych pracowników”.
Siedziała pani w swoim biurze z zamkniętymi drzwiami, wpatrując się w panoramę miasta.
„Jest sprawa prawna” – powiedziała pani ostrożnie.
„Otrzymaliśmy anonimową skargę”.
O mało się pani nie uśmiechnęła.
Sofia.
Patricia kontynuowała. „Skarga dotyczy nieujawnionego związku między dyrektorem a jego bezpośrednim podwładnym, nadużycia kosztów podróży i możliwego fałszywego raportowania podróży służbowych”.
„Mogę potwierdzić, że posiadam dowody istotne dla tych obaw” – powiedziała pani.
Zapadła cisza.
„Czy pani prawnik zechciałby porozmawiać z naszym…
Radca prawny?”
„Tak.”
„Dziękuję” – powiedziała Patricia. „A pani Hayes?”
„Tak?”
„Przepraszam.”
Te przeprosiny, od kobiety, którą ledwo znałeś, trafiły mocniej niż wszystkie e-maile Mateo.
Bo były proste.