Sala konferencyjna znajdowała się na trzydziestym czwartym piętrze kancelarii prawnej na Manhattanie. Stół był długi, lśniący i zimny. Przyszłaś w czarnym garniturze, z włosami zaczesanymi do tyłu i spokojną twarzą.
Mateo już tam był.
Wyglądał na wyczerpanego.
Bródka mu nierówno odrosła. Krawat miał lekko przekrzywiony. Drogi zegarek, który kochał, zniknął z jego nadgarstka, prawdopodobnie sprzedany, ukryty lub odradzony przez prawnika.
Kiedy cię zobaczył, jego wyraz twarzy się zmienił.
Przez jedną niebezpieczną sekundę wyglądał jak mężczyzna, którego poślubiłaś.
Potem otworzył usta.
„Eleno” – powiedział cicho. „Wyglądasz pięknie”.
Usiadłaś naprzeciwko niego.
„Nie rób tego”.
Jego adwokat odchrząknął.
Dana położyła na stole grubą teczkę.