Mateo rzucił się do przodu. „Usuń to”.
Cofnęłaś się w stronę ochroniarza.
„Spróbuj,
„powiedziałaś.
Zatrzymał się.
Zacisnął dłonie w pięści.
Widziałaś już Mateo wściekłego, ale zawsze w ukryciu. Trzaskającego szafkami. Uderzającego pięścią w kierownicę. Rzucającego słowami jak nożami, a potem przepraszającego kwiatami następnego ranka. Ale nigdy nie patrzył na ciebie w ten sposób publicznie, bo to właśnie w przestrzeni publicznej ukrywał swoją maskę.
Teraz maska pękała.
A ludzie patrzyli.
Głos Sofii zadrżał. „Mateo, mówiłaś, że się nie dowie”.
Zdanie upadło jak upuszczona szklanka.
Mateo odwrócił się do niej z przerażeniem.
Powoli przeniosłaś wzrok z Sofii na niego.
„Dziękuję” – powiedziałaś. „To było pomocne”.
Sofia zakryła usta dłonią.
Mężczyzna czekający w pobliżu na bagaż mruknął: „Cholera”.
Twoja walizka pojawiła się na taśmie. Zdjęłaś ją, wyciągnęłaś rączkę i odwróciłaś się.
Mateo poszedł za tobą.
„Dokąd idziesz?”
„Na spotkanie z dostawcą” – powiedziałaś. „W przeciwieństwie do ciebie, przyjechałem do Chicago w interesach”.
„Eleno, nie możesz po prostu ode mnie odejść”.