„Jestem całkowicie spokojna” – powiedziałaś. „Ale muszę cię o coś zapytać”.
Rebecca skinęła głową.
„Kiedy zaoferowałeś tej kobiecie koc”, powiedziałeś, „nazwałeś ją jego żoną. Poprawił cię?”
Twarz Rebecci napięła się. Zrozumiała natychmiast.
„Nie”, powiedziała cicho. „Nie”.
„Dziękuję”, odpowiedziałeś. „Czy zechciałabyś zapisać dokładnie to, co widziałaś, gdyby później było to potrzebne?”
Zawahała się tylko przez sekundę.
Potem powiedziała: „Tak”.
To jedno słowo uspokoiło coś w tobie.
Zapisałeś jej imię w swoich notatkach.
Kiedy Rebecca odeszła, ponownie wyjrzałeś przez okno. Chmury były jasne i bezkresne, na tyle miękkie, że wyglądały niewinnie. Dziwne, jak świat mógł wyglądać tak spokojnie, podczas gdy twoje życie płonęło cicho na miejscu 14A.
Mateo próbował do ciebie podejść raz przed lądowaniem.
Słyszałeś go, zanim go zobaczyłeś. Jego buty zatrzymały się obok twojego rzędu, a jego cień padł na twój stolik. Nie podniosłaś od razu wzroku. Pozwoliłaś mu tam stać, nieswojo, odsłoniętym, czekając na pozwolenie, którego już mu nie byłaś winna.
„Eleno” – powiedział. „Musimy porozmawiać”.
„Musimy” – odpowiedziałaś. „Przez prawników”.