18 700 dolarów.
Wpatrywałaś się w tę liczbę, aż kłuła cię w oczy.
Na waszą ostatnią rocznicę Mateo dał ci bukiet ze sklepu spożywczego i powiedział, że jest „za bardzo zajęty w pracy”, żeby zaplanować coś specjalnego. W tym samym tygodniu podobno kupił komuś bransoletkę z…
prawie dziewiętnaście tysięcy dolarów. Nie musiałaś patrzeć w stronę klasy biznes, żeby wiedzieć, na czyim nadgarstku prawdopodobnie jest.
Usłyszałaś śmiech z przodu samolotu.
Cichy. Nerwowy. Kobiecy.
Śkręciło ci się w żołądku.
Potem twój wyraz twarzy się zmienił.
Otworzyłaś aplikację do notatek i zaczęłaś spisywać listę.
Adwokat rozwodowy. Zamrożenie banku. Skarga na etykę firmy. Spór o kartę kredytową. Dokumenty własności mieszkania. Przegląd umowy przedmałżeńskiej. Polityka HR w zakresie konfliktów. Harmonogram dowodów. Świadkowie w samolocie.
Każdy przedmiot stawał się cegłą w murze, który budowałaś między swoją przyszłością a jego zniszczeniem. Już nie reagowałaś. Przygotowywałaś się.
Trzydzieści minut później stewardesa podeszła do twojego rzędu. Lekko się pochyliła i ściszyła głos.
„Proszę pani” – powiedziała – „chciałam tylko sprawdzić, co u pani. Wszystko w porządku?”
Spojrzałaś na jej identyfikator. Rebecca.