I ją zobaczył.
Carmen siedziała boso na podłodze z dwójką bliźniaków na starym, wyblakłym kocu. Pomimo panującej tam nędzy, uśmiechała się delikatnie, rozśmieszając dzieci małą metalową łyżeczką.
Alejandro poczuł, jak coś w nim pęka na dobre.
Bo wyglądała na zmęczoną.
Chuda.
Wyczerpana.
Ale w jej oczach wciąż była czułość.
Po wszystkim, co jej zrobił.
Uniósł rękę, żeby zapukać do drzwi.
Ale nagle przerwał mu głos z tyłu.
„Na twoim miejscu nie wszedłbym tam bez zastanowienia”.
Alejandro gwałtownie się odwrócił.
Z sąsiedniej uliczki obserwował go starszy mężczyzna.
Niski.
Chudy.
W znoszonej czapce.
Taki mężczyzna, na którego nigdy się nie zwraca uwagi.
„Kim jesteś?” zapytał Alejandro.