Ta sama jasna blondynka co jej niemiecka matka.
Ta sama mała zmarszczka w kąciku ust.
Przeraził go okropny ból w piersi.
Przegapił ich pierwsze uśmiechy.
Narodziny.
Pierwsze miesiące.
Wszystko.
Bo wolał słuchać jadowitej kobiety niż tej, która dzieliła z nim życie przez dwanaście lat.
Carmen w końcu przemówiła cicho.
„Nie powinnaś tu być”.
Alejandro poczuł, jak łzy napływają mu do oczu wbrew jego woli.
„Dlaczego nigdy mi nie powiedziałaś o dzieciach?”
Uśmiechnęła się smutno.
„Próbowałam”.