Próbowała mu powiedzieć, że jest w ciąży.
Alejandro wstał tak szybko, że jego krzesło z hukiem uderzyło o ścianę za nim.
Ból narastał w jego piersi.
Nieczysty ból. Nieszlachetny.
Brudny ból.
Ból uświadomienia sobie, że zniszczył kogoś, kto mógł mówić prawdę od samego początku.
Detektyw zawołał go kilka sekund później.
„Panie Torres… jest coś jeszcze”.
Głęboki głos byłego dowódcy brzmiał niezwykle napięty.
„Proszę mówić”.
„Przelewy bankowe rzekomo wykonane przez Carmen… podpisy były sfałszowane”.
Alejandro zaparło dech w piersiach.
„Co?”
„Zleciłem już ekspertowi sprawdzenie dokumentów. Polecenia przelewu zostały utworzone na komputerze należącym do firmy Valerii Mendozy”.
Biuro zdawało się wirować wokół Alejandra.
Skórzany fotel.
Okna wykuszowe.
Ogromne miasto za nim.
Wszystko nagle stało się nierealne.
„A zdjęcia motelu?” zapytał, a jego głos niemal zdławił emocje.
Milczenie detektywa trwało dwie sekundy.
Potem: