Chodziło o czas.
Samotne noce.
Głód.
Dzieci.
Upokorzenia.
Niektóre rzeczy przychodzą za późno, nawet gdy żal jest szczery.
Jedno z dzieci płakało teraz mocniej.
Carmen instynktownie wzięła go w ramiona.
A potem Alejandro dostrzegł szczegół, który niemal sprawił, że zapragnął paść na kolana.
Jej dłonie były uszkodzone.
Czerwone.
Zranione metalem, słońcem i śmieciami.
Dłonie kobiety, która przetrwała rok samotnie z dwójką niemowląt.
Kiedy powinna żyć w atmosferze bezpieczeństwa.
Kochana.
Szanowana.
Alejandro w końcu poczuł, jak łzy spływają mu po policzkach.
Prawdziwe łzy.