Podczas gdy on spał w jedwabnych prześcieradłach, ona prawdopodobnie liczyła pieluchy jedną po drugiej.
I mimo wszystko…
Nigdy go nie potępiła.
Nigdy go nie upokorzyła.
Nigdy publicznie go nie znienawidziła.
Alejandro przetarł drżącą dłonią twarz.
W końcu zebrał się na odwagę i delikatnie zapukał do drzwi.
W środku wszystko zamarło.
Kilka sekund później Carmen otworzyła.
Kiedy go zobaczyła, całe ciepło natychmiast zniknęło z jej twarzy.
Żadnego gniewu.
Żadnego krzyku.
Tylko to ogromne zmęczenie, które widział na poboczu drogi.
Niemowlęta zaczęły płakać za nią.
Alejandro poczuł, jak ściska mu się gardło.
„Carmen…”
Głos natychmiast mu się załamał.
Zamilkła.
W końcu przyjrzał się dzieciom.
Boże.
Miały jej oczy.