Stałaś za prokuratorem i zacisnęłaś szczękę tak mocno, że aż bolały cię zęby.
Następnie zeznawała Lupita.
Podeszła do mównicy w czarnej sukience, ze złożonymi rękami, srebrnymi włosami starannie upiętymi z tyłu głowy. Nie mówiła jak służąca. Mówiła jak kobieta, która nosiła prawdę dłużej, niż ktokolwiek na to zasługiwał.
Opowiedziała sądowi, jak Mateo zmienił się po przyjściu Camili. Jak przestał śpiewać w kuchni. Jak schował zdjęcie matki pod poduszką, bo Camila powiedziała, że to „niezdrowe” w domu
.” Jak błagał Lupitę, żeby nie wracała na noc do domu.
Camila wpatrywała się w stół.
Potem prokurator odtworzył nagranie z korytarza.
Camila wchodzi do pokoju Mateo.
Camila w rękawiczkach.
Camila trzyma słoik.
Camila wychodzi jedenaście minut później z pustymi rękami.
Sala sądowa ucichła.
Pańskiego syna tam nie było. Nie pozwoliła mu pani siedzieć w tym pokoju, chyba że było to absolutnie konieczne. Ale jego głos i tak się pojawił, dzięki nagraniu z pierwszej nocy, nagranemu telefonem Lupity.
Nagrała to, bo nikt jej nie uwierzył.
Głos Mateo zatrzeszczał w głośnikach.
„Proszę, babciu, powiedz tacie. Coś mnie gryzie”.
Potem z korytarza dobiegł twój własny głos.
„Dość, Mateo. Przestań”.
Zamknęłaś oczy.
Są takie kary, których nie da się udźwignąć wyrokiem więzienia.