List miał sześć stron, napisany eleganckim charakterem pisma. Obwiniała stres, twój dystans emocjonalny, odrzucenie Mateo, „obecność” Eleny w domu, ingerencję Lupity. Powiedziała, że już wystarczająco ją ukarano. Powiedziała, że Bóg jej wybaczył i ma nadzieję, że ty też.
Na końcu napisała jedno zdanie, które zmroziło ci krew w żyłach.
„On nigdy nie pozwoli nam być szczęśliwymi”.
Położyłaś list na kuchennym stole.
Wszedł Mateo, teraz dwunastoletni, wyższy, silniejszy, ze Scout depczącą mu po piętach. Zobaczył twoją twarz.
„O co chodzi?”
Chciałaś skłamać.
Potem przypomniałaś sobie, ile kosztowały kłamstwa.
„List od Camili”.
Wyraz jego twarzy zbladł.
„Czego ona chce?”
„Chciała, żeby jej wybaczono, nie będąc szczerym”.
Mateo wpatrywał się w kopertę.
„Zamierzasz odpisać?”
„Nie”.
Skinął głową.
Wziąłeś list, podszedłeś do kominka i przyłożyłeś go do ognia.