Nie odpowiedziałaś od razu.
Policjant czekał.
„Moja żona” – powiedziałaś.
Kiedy przesłuchiwali Lupitę, mówiła wyraźnie. Powiedziała im, że Camila powoli izolowała Mateo po ślubie. Powiedziała im, że Camila wyniosła rzeczy Eleny z szafy w przedpokoju i wyrzuciła stare kartki urodzinowe Mateo od jego matki. Powiedziała im, że koszmary Mateo zaczęły się w tym samym tygodniu, w którym Camila wprowadziła się do domu.
Potem Lupita powiedziała im coś, czego nie wiedziałaś.
Dwa dni wcześniej znalazła Camilę o północy przed pokojem Mateo, trzymającą mały szklany słoiczek.
Camila twierdziła, że to maść.
Lupita jej nie uwierzyła.
„Dlaczego mi nie powiedziałaś?” zapytałaś później.
Spojrzała na ciebie ze łzami w starych oczach.
„Mówiłam. Wiele razy. Ale przestałaś słyszeć kogokolwiek poza nią”.
To bolało, bo to była prawda.
Mijały godziny. Mateo spał pod wpływem leków, jego drobna twarz blada na szpitalnej poduszce. Jego prawe ramię było teraz owinięte czystymi białymi bandażami, uniesione i monitorowane. Na lewym nadgarstku wciąż miał siniak od paska.
Siedziałaś obok niego, nie mogąc go dotknąć bez poczucia, że straciłaś prawą rękę.
O 3:14 rano otworzył oczy.
Przez sekundę wyglądał na zdezorientowanego.
Wtedy cię zobaczył.
Jego twarz się zmieniła.
Strach.
Twój własny syn się ciebie bał.
„Mateo” – wyszeptałaś.
Odsunął się lekko, choć ledwo miał siły.
Poczułaś, jak coś pęka ci w piersi.
„Przepraszam” – powiedziałaś. „Bardzo przepraszam, kolego”.
Jego usta drżały.
„Nie uwierzyłeś mi”.
„Wiem”.
„Związałeś mnie”.