„Wiem”.
Lupita postukała laską o podłogę.
„Nie zmiażdż absolwenta. On…
„Winien mi obiad”.
Mateo się roześmiał.
Ten śmiech, radosny i swobodny, był dźwiękiem, który przez lata próbowałaś odzyskać.
Tego wieczoru poszliście we trójkę do małej, rodzinnej restauracji w centrum miasta. Nic specjalnego. Żadnych prywatnych pokoi, kryształowych kieliszków, żadnego przedstawienia o bogactwie. Tylko burgery, frytki, koktajle mleczne i Scout czekający nielegalnie, ale uroczo pod stołem na patio.
Mateo uniósł kieliszek.
„Za babcię” – powiedział.
Lupita pokręciła głową. „Żadnych przemówień”.
„Za babcię” – powtórzyłaś.
Jej oczy się zaszkliły.
Mateo spojrzał na ciebie.
„I za tatę” – powiedział.
Patrzyłaś na niego.
Przewrócił oczami. „Nie rób z tego dziwactwa”.
Śmiałaś się przez łzy.
„Nie będę”.
Ale w głębi duszy znałeś prawdę.