Sam zaprowadziłeś teo do kliniki ortopedycznej. Camila przyszła uśmiechnięta, przynosząc mu koktajl, którego nie chciał wypić. Po tym, jak lekarz owinął mu ramię, wyszedłeś na korytarz, żeby odebrać telefon służbowy. Nie było cię sześć minut.
Sześć minut.
Kiedy wróciłeś, Camila stała obok Mateo, opierając jedną rękę na krawędzi stołu zabiegowego.
Mateo milczał.
Za cicho.
Myślałeś, że jest zmęczony.
Teraz wspomnienie przeszyło cię jak nóż.
„Dotykałeś jego gipsu?” zapytałeś.
Camila zaśmiała się cicho, niemal obrażona.
„Nie możesz mówić poważnie”.
„Odpowiedz mi”.
Ludzie w poczekalni zaczęli się na ciebie patrzeć.
Zniżyła głos. „Rodrigo, jesteś w szoku. Jesteś przerażony. Potrzebujesz kogoś, na kogo możesz zwalić winę”.
„Obwiniłam go” powiedziałeś. „Obwiniłam mojego syna”.
Jej wyraz twarzy zbladł.