Z kiepską interpunkcją.
Mówi, że go zawstydziłaś. Mówi, że Lauren jest wściekła. Mówi, że firma wynajmująca zwierzęta pobrała 1860 dolarów, bo kot potrzebował specjalnej karmy, a papuga kogoś ugryzła. Mówi, że ich podróż do Cancun została zrujnowana, bo spóźnili się na lot, próbując rozwiązać „twój wyczyn”.
Potem wypowiada zdanie, które w końcu mówi ci całą prawdę.
„Nie możesz po prostu zniknąć, skoro na ciebie liczyliśmy”.
Liczyliśmy na ciebie.
Nie kochaliśmy cię.
Nie martwiliśmy się o ciebie.
Liczę na ciebie.
Przesyłasz e-maila do Denise.
Następnie odpowiadasz trzema linijkami.
Javier, jestem twoją matką, a nie pracownicą. Nie będę pracować za darmo, zajmować się zwierzętami, pilnować domu, opiekować się dziećmi, sprzątać ani stosować szantażu emocjonalnego. Dalsze rozmowy dotyczące nieruchomości będą prowadzone przez mojego prawnika.
O mało co nie dodajesz „Kocham cię”.
Naprawdę go kochasz.
W tym tkwi tragedia.
Ale miłość przez zbyt wiele lat była wykorzystywana przeciwko tobie.
Więc to pomijasz.
W trzecim tygodniu statek cumuje na Bahamach. Wchodzisz na wyspę w słomkowym kapeluszu kupionym w sklepie pokładowym i sandałach, które sprawiają, że czujesz się trochę śmiesznie. Carol nalega, żebyście oboje zrobili sobie zdjęcie nad wodą, a kiedy je później widzisz, ledwo się poznajesz.
Wyglądasz starzej, niż się czujesz w myślach.
Ale też jesteś lżejszy.
Twoje ramiona nie są zgarbione. Twoje usta uśmiechają się bez niczyjego pozwolenia. Kobieta na zdjęciu ma zmarszczki, tak, i smutek, tak, ale
Również możliwość.
Wysyłasz zdjęcie Marisol.
Odpowiada: „Mamo, wyglądasz pięknie”.