Potem piszesz: „Tak. Niedziela. 20 minut”.
Kiedy dzwoni, wygląda inaczej. Zmęczony. Mniej elegancki. Za nim widać jego mieszkanie, bałagan, psia zabawka na podłodze, biały kot wpatrujący się z kanapy niczym rozczarowany właściciel.
„Cześć, mamo” – mówi.
„Cześć”.
Odchrząkuje. „Jestem ci winien
Przeprosiny”.
Trzymasz się w miejscu.
„Byłem zły” – mówi. „Czułem się zaskoczony. Ale to nie jest wymówka”.
„Nie”.
Spuszcza wzrok. „Lauren i ja przyzwyczailiśmy się do twojej dostępności. Nie myślałem o tym w ten sposób, ale tak. Myślałem, że skoro jesteś w domu, skoro jesteś mamą, skoro zawsze pomagasz…”
Przerywa.
Czekasz.
Podnosi wzrok. „Traktowałem cię, jakbyś nie miała życia”.
To zdanie ma znaczenie.
Za mało, żeby wszystko naprawić.
Za mało, żeby otworzyć okno.
„Tak” – mówisz. „Otworzyłaś”.
Jego oczy robią się czerwone. „Przepraszam”.
Wierzysz, że mówi serio w tym momencie.