Resztę dnia.
Czujesz się nielegalnie.
Czujesz się święta.
W południe jesz lunch z Carol z Ohio, wdową, która również ma fioletowe okulary, trzy byłe synowe i nie ma cierpliwości do dorosłych dzieci, traktujących matki jak nieopłacane pracownice.
Kiedy opowiadasz jej w skrócie, co się stało, unosi mrożoną herbatę.
„Za rozczarowanie wszystkich, którzy zaplanowali nasze życie bez pytania nas o zdanie”.
Trzymasz się swoim kieliszkiem o jej kieliszek.
„Za to”.
Pierwszy tydzień na statku wydaje się nierealny.
Budzisz się w małej, ale pięknej kabinie z widokiem na ocean za balkonem i przez kilka sekund każdego ranka zapominasz, że wolno ci nic nie robić. Twoje ciało wciąż czeka na dzwonek, alarm na pigułki, włączenie prania, telefon od lekarza, listę zakupów, szczekającego psa, kogoś krzyczącego „Mamo” z innego pokoju.
Ale nic cię nie wymaga.
Jesz śniadanie powoli.
Spacerujesz po pokładzie.
Uczęszczasz na zajęcia z akwareli i malujesz okropną niebieską rybę, która wygląda jak ziemniak z płetwami. Carol mówi, że ma osobowość. Zachowujesz ją.
Wieczorami siedzisz w ciepłych światłach, słuchając jazzowego trio i nosząc złote kolczyki.
Po raz pierwszy od lat mężczyźni patrzą na ciebie jak na kobietę, a nie jak na sprzęt.
Nie interesuje cię romans.
Jeszcze nie.
Może nigdy.
Ale zależy ci na tym, żeby cię zauważono.
W domu chaos rozkwita dokładnie tak, jak się spodziewano.