Żadnych sfałszowanych kontraktów.
Tylko ciepłe światło kuchni, stygnąca kawa i mężczyzna, który wyciągnął ją z autobusu i wprowadził w przyszłość, której tamtej nocy nie potrafiła sobie wyobrazić.
Potem odstawił kubek.
„Powinienem był ci powiedzieć wcześniej. Nie powiedziałem, bo nie potrzebowałaś kolejnego potężnego mężczyzny, który by czegoś od ciebie chciał. Ale ja czegoś chcę”.
Nie ruszyła się z miejsca.
„Nie twojej wdzięczności. Nie twojego uzależnienia. Nie długu. Szansy”.
Jej serce zabiło mocniej.
To było niewiarygodne, że po tym wszystkim, przez co przeszła, to czułość wciąż potrafiła wpędzić ją w taką niepewność.
„Przerażasz połowę kraju” – powiedziała.
Błysk rozbawienia przemknął jej przez oczy.
„Tylko tę połowę, która na to zasługuje”.
„To nie jest prawdziwa odpowiedź”.
„To właśnie dostaniesz dziś wieczorem”.
Podeszła powoli.
Bo życie nauczyło ją ostrożności.
A w zeszłym roku czegoś delikatniejszego.
Nie wyciągnął do niej rąk.
Nie skrócił dystansu.
Mężczyźni odsłaniają się w tych kilku centymetrach. W tym, co uważają za coś, co im się należy w zamian za cierpliwość.
Gabriel myślał, że nie jest jej nic winien.
To właśnie skłoniło Valérie do podjęcia decyzji.
Najpierw przyłożyła dwa palce do jego koszuli, czując spokojne ciepło pod materiałem, a potem coś jeszcze spokojniejszego pod spodem.
Potem stanęła na palcach i pocałowała go.