Nie otworzyłem wiadomości od razu.
Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że ekran telefonu rozmazywał się w ostrym świetle jarzeniówek. Kroki nade mną ustały. Potem znów się odezwały, wolniej, jakby osoba przechodząca przez magazyn dokładnie wiedziała, dokąd zmierzają.
Wcisnąłem granatową koszulę na piersi.
Wiadomość pochodziła z numeru, którego nie widziałem od prawie dziewięciu lat.
**Maître Delmas.**
Były prawnik mojego wydawnictwa. Ten, który zniknął z naszych akt w dniu, w którym Camille zaczęła „reorganizację” administracji.
Jego wiadomość zawierała tylko jedno zdanie:
**Niczego dziś nie podpisuj. A przede wszystkim otwieraj szafkę na dokumenty tylko w obecności świadka.**
Serce waliło mi tak mocno, że musiałem oprzeć się o ścianę.
Nade mną skrzypnęły drzwi.