„Jeanne?” zapytał prawnik.
„Jestem tutaj.”
„Wyjdź z komórki. Spotkam się z tobą za trzydzieści minut z komornikiem. Nie dotykaj niczego więcej.”
„Za późno” – wyszeptałam. „Mam na sobie granatową koszulę.”
Nie krzyknął. Powiedział tylko:
„Trzymaj się blisko. I nie zostawaj sama.”
Wróciłam na górę po schodach dla służby.
Na zewnątrz deszcz ustał. W oknach warsztatu-butiku wciąż odbijały się sylwetki. Nie wszyscy goście wyszli. Przez okno zobaczyłam Camille na środku antresoli. Mówiła szybko, z kieliszkiem w dłoni, jakby naprawiała szkody, przejmując kontrolę nad resztą mojego wieczoru.
Adrien był blisko niej.
Agentka nieruchomości też.
A na stole, obok mojego nietkniętego tarty truskawkowej, leżała czarna torebka, której nie rozpoznałam.
Moja karta dostępu lekko wystawała.
Wszłam przez drzwi do magazynu.
Nikt mnie od razu nie usłyszał.