Camille odwróciła się do męża.
„Co ty robisz?”
„Chronię się” – odpowiedział.
Spojrzała na niego, jakby ziemia właśnie się otworzyła.
I po raz pierwszy tego wieczoru widziałam, jak moja wnuczka się boi.
Nie bał się, że mnie skrzywdził.
Bał się przegranej.
Woźny poprosił o odłożenie czarnej teczki na stół. Camille odmówiła. Adrien powiedział, że nigdy jej nie dotykał. Agent nieruchomości twierdził, że był tam tylko „na wycenę”.
Wtedy Paule, moja dawna korektorka, podniosła rękę.
„Widziałam ją. Ta młoda kobieta wyjęła wizytówkę z torebki Jeanne, kiedy wszyscy patrzyli na świece”.
Camille krzyknęła:
„Kłamczucha!”
Paule nawet nie drgnęła.
„Korektuję rękopisy od czterdziestu lat, moja droga”. Wiem, jak rozpoznać fałszywe oświadczenie. I podłą sztuczkę.
Cisza, która zapadła, w niczym nie przypominała ciszy sprzed chwili.
To nie było tchórzostwo.