Camille podeszła delikatnie.
„Babciu… proszę”.
Wyciągnęła do mnie rękę.
Nie w stronę mojej zranionej twarzy.
Nie w stronę mojego poplamionego rękawa.
W stronę długopisu.
Więc podpisałam.
Powolne pociągnięcie.
A potem drugie.
Moje nazwisko pojawiło się na stronie z taką wyrazistością, że aż mnie przeraziło.
Jeanne Lenoir.
Na dole Maître Delmas dopisał godzinę. Komornik sfotografował dokumenty. Potem poprosił Camille o wydanie karty dostępu.
Camille się nie poruszyła.
Adrien wyjął kartę z czarnej koszulki i położył ją na stole.