Ktoś właśnie wszedł do głównego magazynu.
Znałem to miejsce jak własną kieszeń. Po lewej stronie znajdowały się kartony z księgarni. Stare okładki książek z tyłu. Umowy autorów w chłodni. A na końcu korytarza, wzmocniona szafa, którą mój mąż zainstalował przed śmiercią, kiedy jeszcze bardziej baliśmy się zalania niż własnej krwi.
Zgasiłam światło.
W ciemności zapach wilgotnego papieru wydawał się cięższy. Wstrzymałam oddech, koszula ciasno przylegała do ciała, a z klatki schodowej dobiegały stłumione głosy.
„Odeszła” – powiedział Adrien. „Camille widziała, jak odchodzi”.
Zobacz więcej
Ciasta
książki
Książki
Odpowiedział inny głos, bardziej suchy:
„Odeszła, nie znaczy daleko. Staruszka zawsze miała klucze wszędzie”.
Staruszka.
To słowo, po wieczorze, który właśnie przeżyłam, przeszyło mnie jak zimne ostrze.
Schowałam się za stosem pudeł z napisem „Niedostępne”. Nadgarstek mnie palił. Krew przylepiła się do rękawa. Ale się nie ruszyłam.
Drzwi do piwnicy się otworzyły.
Promień światła przeciął korytarz.