— Bardzo możliwe — odparła mama. — I bardzo sprawdzalne.
Michał szepnął:
— Mamo, przestań.
Halina obróciła się do niego gwałtownie.
— Ty o tym wiedziałeś?
Nie odpowiedział.
To wystarczyło.
— Wiedziałeś? — powtórzyła, tym razem ciszej.
— Chciałem ci powiedzieć później.
Zaśmiałam się bez głosu.
— Później? Po tym, jak twoja matka zajmie pokój Zosi?
Michał spojrzał na mnie błagalnie.
— Karolina, proszę. Mama naprawdę nie miała gdzie iść. Bałem się, że jeśli powiem jej prawdę, poczuje się upokorzona.
Mama zamknęła teczkę.
— Więc pozwolił pan upokorzyć dziecko.
Zosia podeszła do mojej mamy i wtuliła się w jej płaszcz. Mama objęła ją jedną ręką, nie spuszczając wzroku z Michała.
— A teraz proszę oddać klucze.
Halina zbladła z wściekłości.
— Nie wyjdę. Jestem matką Michała.