— A ja jestem babcią dziewczynki, którą pani wyrzucała z własnego pokoju. Proszę mi wierzyć, pani tytuł nie robi dziś na mnie wrażenia.
Dokumenty w teczce mojej matki pokazały, że teściowa nie przyszła tylko po pokój dziecka, lecz po mieszkanie, pieniądze i ostatni ślad po człowieku, który naprawdę nas kochał
Mama nie podniosła głosu ani razu.
Może właśnie dlatego Halina zaczęła krzyczeć.
— To skandal! Tak traktować starszą kobietę! Michał, powiedz coś! To twoja żona wyrzuca twoją matkę na ulicę!
Michał stał między nami jak człowiek na środku mostu, który nagle odkrył, że po obu stronach płonie ogień.
— Karolina, możemy porozmawiać spokojnie?
— Rozmawialiśmy spokojnie przez dwa lata — odpowiedziałam. — Za każdym razem, kiedy twoja matka mówiła, że Zosia jest rozpieszczona. Że za dużo płaczę po Marcinie. Że pokój dziecięcy powinien wreszcie stać się gabinetem. Że powinnam szybciej „dać ci prawdziwą rodzinę”. Wtedy rozmawiałam spokojnie.
Jego usta drgnęły.
— Nie wiedziałem, że tak to odbierasz.
— Bo nie pytałeś.
Mama położyła dłoń na ramieniu Zosi.
— Zosiu, kochanie, chodź do kuchni. Naleję ci wody.
Zosia spojrzała na mnie.
— Mamo, czy ja muszę jechać do babci?
Podeszłam i uklękłam przed nią.
— Nie. To jest twój dom.
— Nawet jeśli tata Michał nie chce?
Te słowa zabiły resztkę złudzeń w moim sercu.