Evan rzucił się naprzód, ale Celeste zarzuciła mu rękę na pierś, szeroko otwierając oczy z paniką.
„Moja córka” – kontynuowałem, podnosząc głos, wibrujący świętym gniewem – „udokumentowała absolutnie wszystko. Była duchem we własnym domu, ale była skrupulatna. Mamy każdą groźbę, którą szeptał w ciemności. Mamy papierowy ślad każdego przelewu zagranicznego, którego dokonał z firmowych kont, aby ukryć kradzież. Mamy zaszyfrowane e-maile do prywatnych lekarzy, których przekupił, żeby zdiagnozowali u niej psychozę macierzyńską”.
W kościele panowała martwa cisza. Jedynym dźwiękiem był nierówny oddech Evana.
Spotkałam się wzrokiem z Celeste, która teraz wyraźnie drżała. „Mamy każdą zaszyfrowaną wiadomość od ciebie, Celeste. Te, w których powiedziałaś mojej ciężarnej córce, że musi „po prostu zniknąć”, zanim dziecko zrujnuje przyszłość Evana. Te, w których sugerowałaś, jakie tabletki mogłaby wziąć, żeby to wyglądało na wypadek”.
Celeste zatoczyła się do tyłu, zahaczając obcasem o nierówny kamień. „To kłamstwo! Zmyślasz!”
Evan wyciągnął rękę i chwycił ją za nadgarstek tak mocno, że wydała z siebie przenikliwy krzyk bólu. „Zamknij się, Celeste” – syknął, gorączkowo wpatrując się w wyjścia z kościoła. „Nie mów ani słowa”.