„W razie gdyby moja śmierć nastąpiła w jakichkolwiek okolicznościach uznanych za nagłe lub podejrzane” – przeczytał Halden, a jego głos opadł o oktawę – „mojej matce, Margaret Ellis, udziela się pełnego i nieodwołalnego upoważnienia do wszczęcia postępowania cywilnego, ujawnienia i ujawnienia wszystkich zebranych dowodów medycznych oraz do głosowania nad moim dwunastoprocentowym pakietem akcji przeciwko mojemu mężowi, Evanowi Vale, we wszystkich sprawach korporacyjnych, ze skutkiem natychmiastowym”.
Szmer w kościele przerodził się w kakofonię szoku, przerażenia i korporacyjnego głodu. Członkowie zarządu w drugiej ławce nagle zaczęli gorączkowo szeptać między sobą, przeskakując wzrokiem między mną a zhańbionym prezesem.
Evan wpatrywał się we mnie szeroko otwartymi oczami, a oddech zapierał mu dech w piersiach. W tej jednej chwili zobaczyłem, jak ta świadomość zalewa go niczym fala przypływu.
Myślał, że nagłe odczytanie testamentu to pułapka.
To ja byłem pułapką.
Rozdział 3: Deszcz i odwet