Ale potem nadeszła noc burzy, trzy tygodnie przed przyjazdem koronera do ich posiadłości.
Emma pojawiła się w drzwiach mojej kuchni, przemoczona do suchej nitki, a woda gromadziła się wokół jej bosych stóp na linoleum. Jej oczy były dzikie, a pod nimi siniaki.
„Jeśli coś mi się stanie” – wyszeptała, jej…
Drżąc gwałtownie, chwyciła mnie za ramiona. „Najpierw nie płacz. Proszę, mamo. Obiecaj mi”.
Ująłem jej lodowatą twarz w dłonie, przerażenie ściskało mi płuca. „A co mam zrobić, Emmo? Powiedz mi”.
Spojrzała na mnie, a przerażenie w jej oczach przerodziło się w przerażającą, zimną determinację. To było jak spojrzenie w lustro mojej własnej duszy.
„Walcz mądrze”.
I tak zrobiłem.
„Przeczytaj następny paragraf, panie Halden” – rozkazałem, a mój głos odbił się echem od kamienia.
Pan Halden poprawił uścisk na grubym papierze.