„Jestem właścicielem firmy” – powiedział. „Mogę odwołać, co chcę”.
„Możesz” – odpowiedziała spokojnie Klara. „Ale to nie znaczy, że powinnaś”.
Słowa okazały się prawdziwe.
Nie jest to brak szacunku.
Nie miękkie.
Po prostu… prawda.
Spojrzał na nią uważnie.
Większość ludzi w jego świecie dostosowywała się do niego. Zniżali głosy, łagodzili ton, unikali tarcia, jakby miał się pod nim rozpaść.
Klara tego nie zrobiła.
Nigdy tego nie zrobiła.
„Ten człowiek, który stanął przed dwustu osobami i mówił o godności?” – kontynuowała. „Ten człowiek nie siedzi tu w ciemnościach i nie użala się nad sobą”.
Zacisnął szczękę.
„Odejście Vanessy nie było stratą” – powiedziała Clara. „To była przestrzeń. Przestrzeń na coś prawdziwego. Ale trzeba wybrać, żeby w tym żyć”.
W pokoju znów zapadła cisza.
Tym razem dłużej.
„Rozmawiasz ze mną jak nikt inny” – powiedział w końcu Adrian.
„Bo wiem, z czego jesteś zrobiony” – odpowiedziała. „Widziałam, jak radzisz sobie z porankami, kiedy twoje ciało nie współpracuje. Widziałam, jak odmawiasz pomocy tylko po to, żeby udowodnić, że dasz radę sam. Ty się nie załamujesz. Po prostu czasami zapominasz, kim jesteś”.
Coś w nim się poruszyło.
Nie dramatycznie.
Ale dość.
„Usiądź” – powiedział.