„Tymczasowe?” – zapytałem, przechylając głowę. „Więc pieniądze, które wziąłeś z karty kredytowej żony, też są tymczasowe?”
Elena wstała.
“Co?”
Richard nie odpowiedział.
Cisza wypełniła pokój niczym dym.
Wziąłem kolejną kartkę papieru.
„Nie zapłacił za naszyjnik za 38 000 dolarów, ten wysłany pocztą. Kupił go na raty kartą kredytową, która była już prawie wyczerpana. Za torbę też. Za restaurację też.”
Elena się trzęsła. Tym razem nie ze złości. Ze strachu.
Teresa podniosła rękę do piersi.
„Riccardo, czy to prawda?”
Uderzył dłonią w stół.
„I co z tego? Chciałam tylko ratować twarz rodziny! Przynajmniej mam firmę! Nie jak niektórzy, którzy zostają zwolnieni i stają się ciężarem dla swoich mężów!”
W tym momencie Matteo wstał.
Nigdy go takiego nie widziałem.
“Wystarczająco.”
Tylko jedno słowo, a jego głos uciszył wszystkich.