„Elena, Sofia straciła pracę. Musimy trochę zacisnąć pasa”.
„A co mnie obchodzi, że straciła pracę? Ile pieniędzy może zarobić ktoś w dziale operacyjnym? Jesteś moim bratem krwi. Nie chcesz nawet wydać na mnie 12 000 dolarów?”
„Nie chodzi o to, że ich nie chcę. Po prostu teraz ich nie mamy”.
„Nie masz ich? Zarabiasz 3000 dolarów miesięcznie. Gdzie wyrzucasz te wszystkie pieniądze?”
„Kredyt hipoteczny, koszty mieszkania, rachunki, opłaty za mieszkanie…”
„Dobra, dobra, nie zaczynaj się ze mną kłócić”. Głos Eleny stał się jeszcze bardziej piskliwy. „Mówię ci wprost, Matteo: to nie koniec. W sobotę jest zjazd rodzinny. Musicie przyjść”.
Rozłączył się.

Matteo pozostał nieruchomy na balkonie.
Z salonu słyszałem każde słowo.
Podszedłem i podałem mu szklankę wody.
„Czy nie możemy uniknąć soboty?”
Wziął ją i pokręcił głową.
„Mama też tam będzie. Jeśli nie pójdziemy, od razu do mnie zadzwoni”.
Nie dodałem nic więcej.
Właśnie otworzyłem nowy telefon i sprawdziłem saldo na karcie.
3 020 000.
W sobotę miałam przynieść ze sobą mały „prezent”.
Sobota po południu, godzina piąta, dom Eleny Moretti.