Pewnego popołudnia, gdy wycierała stoły w kawiarni, zatrzymała ją starsza kobieta.
Camille ją rozpoznała. Madame Aubry, emerytowana nauczycielka, wciąż wyprostowana pomimo osiemdziesięciu lat.
Starsza kobieta położyła kilka monet na ladzie i powiedziała:
„Dobrze zrobiłaś, moja droga”.
Camille podniosła wzrok.
„Przepraszam?”
„Za odejście. Za zabranie głosu. Za nieprzyjęcie pieniędzy”.
Camille nie wiedziała, co powiedzieć.
Madame Aubry dodała:
„Za mojej młodości tacy mężczyźni jak on już istnieli. Nazywano ich inaczej. Szybciej im wybaczano. A kobiety nosiły swój wstyd aż do śmierci”.
Wzięła swojego czekoladowego croissanta, zawiniętego w biały papier.
„Dobrze zrobiłaś, odmawiając wejścia do tego grobu”.
Po czym odeszła.
Camille pozostała za ladą, z rękami nieruchomo spoczywającymi na obrusie.
To zdanie utkwiło jej w głowie na długo.
Odmówić wejścia do tego grobu.
Tak.
To było to.
Nie zdobyła pałacu.
Nie otrzymała spadku.
Nie wymazała ubóstwa, długów ani nocy pełnych udręki.
Ale odmówiła wejścia do grobu, który dla niej przygotowywano.
A czasami przetrwanie zaczyna się właśnie tam.
Stan Jeanne nieco się poprawił dzięki nowym metodom leczenia, które otrzymała dzięki pomocy społecznej, o którą Noémie pomogła jej się ubiegać. To nie było cudowne lekarstwo. Jeanne pozostała krucha. Niektórymi porankami wstawanie było tak trudne, jak cały dzień pracy.
Ale uśmiechała się częściej.
Zaczęła nawet znowu trochę wychodzić.
Pewnej niedzieli Camille poszła z nią na targ. Jeanne powoli szła między straganami sprzedającymi jabłka, sery i kwiaty. Zimowe słońce delikatnie padało na kryte dachówką dachy. W powietrzu unosił się zapach masła, kawy i wilgotnej ziemi.
„Pamiętasz”, powiedziała Jeanne, „jak byłaś mała i chciałaś kupić wszystkie żonkile na targu?”
Camille się uśmiechnęła.
„Tata mawiał, że chcę zrujnować rodzinę kwiatami za dwa euro”.
Jeanne się roześmiała.