Camille uniosła filiżankę.
„Więc idź dalej”.
Roześmiały się.
Krótki śmiech.
Szczery śmiech.
Wiosną Michel w końcu doczekał się wyjątkowego wyjścia. W dniu powrotu do domu nie wyglądał już jak silny ojciec, którego Camille znała w dzieciństwie. Był chudy, wiekowy, zgarbiony.
Ale co
A gdy przekroczył próg, Jeanne zakryła twarz obiema dłońmi.
Camille pozostała za nimi, nie mogąc wydusić słowa.
Michel odwrócił się do niej.
„Moja córko…”
Chciał powiedzieć coś jeszcze.
Przeprosiny.
Obietnice.
Żal.
Camille go powstrzymała.
„Wróciłaś. Wystarczy na dziś”.
Płakał.
Wszyscy płakali.
Potem Jeanne podała zupę, która była zbyt słona. Michel udawał, że nie zauważa, a Camille pomyślała sobie, że szczęście nie zawsze wraca z fanfarami.
Czasami wraca, siedząc cicho przy kuchennym stole.